7 dni · 20 – 26 maja 2026
Storytelling Sprint · Edycja Wakacyjna · 2026-05-20
✎Strategia opiera się na 7-dniowej rozgrzewce przed-kampanijnej. Celem jest zbudowanie świadomości problemu, z którym mierzy się Twój avatar: 'robię stories, ale nie sprzedaję'. Używamy Twojej historii (schemat-5) i historii klientek (case-study), aby pokazać, że ten problem jest realny i że go rozumiesz. Faza ta celowo unika sprzedaży, budując napięcie i pozycjonując nadchodzący 'Storytelling Sprint' jako naturalne rozwiązanie.
Dzień dobry! Zaczynam dzień od jogi. To jedyny moment, kiedy głowa jest totalnie pusta, zanim wjedzie planowanie i strategia.
Teraz kawa i planer. Sprawdzam, co dziś najważniejszego do zrobienia. Bez tego czuję, że dzień mi ucieka.
I właśnie przy tym planowaniu naszła mnie refleksja. Co się dzieje? Patrzę na listę zadań i przypominam sobie czasy, gdy moja lista miała 30 punktów, a na koniec dnia czułam, że nic nie zrobiłam.
Po co o tym mówię? Bo widzę, jak wiele szkoleniowców w beauty wpada w pułapkę 'bycia zajętą'. Myślimy, że im więcej stories, postów i rolek, tym lepsza sprzedaż.
Co czuję? Złość. Bo to nieprawda. I znam to uczucie, kiedy gadasz do ściany, pokazujesz piękne prace, a w DM jest cisza.
To dokładnie tak, jak ja się czułam 5 lat temu. Pracowałam w cudzej szkole, 60h w tygodniu za 4k. Byłam trybikiem w maszynie, który miał 'robić robotę', a nie myśleć.
Dziś na szczęście zupełnie inny dzień. W drodze do mojego salonu na spotkania z kursantkami. Uwielbiam tę energię.
Przygotowania do szkolenia. Zawsze staram się, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Sprzedaż jest serwisem od pierwszego kontaktu.
Dostałam dziś wiadomość: 'Robię stories codziennie, pokazuję prace, a i tak nikt się nie zapisuje'. Co myślę? Że regularność bez strategii to najszybsza droga do wypalenia. Robisz strategicznie albo nie rób wcale.
Chcę wam opowiedzieć historię Kasi. Szkoleniowiec PMU, topowa w swoim mieście. Ale jej kalendarz szkoleń świecił pustkami.
Jej stories to była galeria prac. Perfekcyjne kreski, idealne brwi. I co jakiś czas plansza 'wolne terminy na szkolenie'. Brzmi znajomo?
Przerwa na lunch z mężem. Chwila oddechu i resetu. Bez tego nie byłabym w stanie pracować na pełnych obrotach.
Wracając do Kasi. Dlaczego nikt nie kupował, skoro prace były świetne? Bo ludzie nie kupują techniki. Oni kupują od człowieka. A jej tam po prostu nie było.
Co myślę? Że branża beauty uczy nas pokazywać idealne efekty, a zapomina, że za każdą kreską stoi ekspertka z krwi i kości. Z historią, z podejściem. I to jest to, co sprzedaje.
Popołudniowe spotkanie z zespołem. Omawiamy plany na kolejny kwartał. System, nie wena. To nasza mantra.
Pamiętam ten moment, kiedy do mnie dotarło, o co w tym chodzi. Klientka napisała, że wraca z 8-godzinnej podróży tylko do mnie. Nie do 'szkoły X'. Do mnie.
Wtedy zrozumiałam, że ludzie kupują OSOBĘ i jej sposób myślenia, a ja tego w ogóle nie pokazywałam. Zmieniłam jedną rzecz w komunikacji. I to odpaliło całą resztę.
A co u Kasi? Zaczęłyśmy pracować właśnie nad tym. Nie nad jej warsztatem, bo był genialny. Ale nad tym, JAK o nim opowiada. Kim jest jako ekspertka.
Po tygodniu napisała mi: 'Pierwszy raz ktoś zapytał o MOJE podejście, a nie tylko o cenę szkolenia'. To jest ta różnica między pokazywaniem prac a budowaniem marki.
Dzisiaj to, co kiedyś było marzeniem - czyli 6-cyfrowe miesiące i wolne weekendy - jest moją rzeczywistością. Nie dlatego, że mam 'wenę'. Dlatego, że mam system.
A teraz najważniejsza część dnia, czyli czas dla rodziny. Bo na koniec dnia o to w tym wszystkim chodzi. Żeby biznes pracował dla Ciebie, a nie Ty dla biznesu. Robisz strategicznie albo nie rób wcale.